
Aby poprowadzić lekcję matematyki, wystarczy w zasadzie tylko kawałek kredy i tablica. Ciekawa lekcja historii czy języka polskiego może od biedy obyć się bez tablicy (kreda też będzie niepotrzebna). Nauka przedmiotów przyrodniczych wymaga jednak dobrze wyposażonych szkolnych pracowni. Można na przykład opowiedzieć uczniom o reakcji chemicznej, która nastąpi w wyniku zetknięcia się octu z sodą oczyszczoną, ale efekt takiej nauki będzie mizerny. To trzeba po prostu pokazać. I tu pojawia się problem… Problem tym bardziej palący, że od września wchodzi do szkół reforma przedmiotów przyrodniczych.
W wielu szkołach nie ma pracowni chemicznych, fizycznych i biologicznych, nauczyciele muszą pokrywać zakup materiałów i odczynników z własnej kieszeni, część szkół zatruwa środowisko, wylewając odczynniki do ścieków komunalnych – to najważniejsze problemy, na które zwraca uwagę Polskie Stowarzyszenie Nauczycieli Przedmiotów Przyrodniczych. Przeprowadziło ono ankietę w pięciuset szkołach, a jej wyniki przesłało w formie raportu do Ministerstwa Edukacji Narodowej.
Nauczyciele się skarżą, że nie mają dostępu do wody w klasach, w których prowadzą lekcje z przedmiotów przyrodniczych, że z własnej kieszeni muszą kupować ocet, jodynę, sól, cukier, nasiona, baloniki, sznurki, gumki recepturki i co tam jeszcze. Wydaje się, że to nie są duże sumy, ale w ciągu roku koszt zakupu tych materiałów sięga i kilku tysięcy złotych!
Oczywiście wiele szkół, zwłaszcza w dużych miastach, kupuje wszystko, co potrzeba, a używane w czasie lekcji trujące odczynniki odbierane są przez profesjonalne firmy. Ale w wielu gminach, które nie dysponują dużymi środkami finansowymi, samorząd woli załatać dziurę w drodze niż zainwestować w edukację.
Problem w tym, że zarówno w biednej gminie, jak i w bogatym mieście uczą się dzieci. Jedne zatem będą miały lekcje przyrody w dobrze wyposażonych pracowniach, gdzie będą mogły zdobywać wiedzę dzięki eksperymentom, które pewnie rozbudzą ich poznawczą ciekawość, a innym pani lub pan od przyrody jedynie o tych eksperymentach opowie lub w ostateczności pokaże film. A to generuje nierówny dostęp do edukacji! Ten dostęp już teraz jest nierówny, bo jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez Stowarzyszenie, na pytanie, czy uczniowie mieli okazję zapoznać się w ciągu roku ze wszystkimi doświadczeniami wskazanymi w obecnej podstawie programowej, blisko połowa nauczycieli odpowiedziała: nie.
MEN przyznaje, że liczba pracowni specjalistycznych jest niewystarczająca i dotyczy to aż 21 tysięcy placówek oświatowych. Obecnie przygotowywany jest program, który ma na celu doposażenie pracowni przyrodniczych i pracowni technicznych. Założenia programu są… w trakcie opracowywania. Mamy koniec kwietnia, a reforma wchodzi w życie od września. Ja jestem prosty chłopak (mój ojciec urodził się we wsi pod Leżajskiem) i często kieruję się w życiu zdrowym (chłopskim) rozsądkiem. Lubię po prostu robić rzeczy w odpowiedniej kolejności. Ale może się po prostu nie znam.
No i może też nie mam dostępu do danych, z których niezbicie wynika, że przyszła Maria Curie-Skłodowska będzie się na pewno uczyć w szkole w dużym mieście lub przynajmniej w bogatej gminie. Więc faktem, że w jakiejś tam biednej szkole w pracowni przyrodniczej nie ma umywalki, można się w ogóle nie przejmować…
Paweł Mazur