Postaw na edukację

28.08.2026

Nie giąć, nie niszczyć, dwa lata będzie służył

Czyli o szkole bez komórek

Nie giąć, nie niszczyć, dwa lata będzie służył

Od 1 września w szkołach podstawowych będzie obowiązywał całkowity zakaz używania telefonów komórkowych i innych urządzeń elektronicznych umożliwiających komunikację lub rejestrację obrazu i dźwięku. Dodajmy od razu, że zakaz dotyczy tylko uczniów, nauczyciele i inni pracownicy będą mogli nadal z telefonów korzystać. Uff…  Według badania, które w kwietniu przeprowadził CBOS, aż 85 proc. Polaków popiera ten zakaz, czemu trudno się dziwić. Dzieci w zasadzie z telefonami się nie rozstają. Chyba tylko nie biorą ich pod prysznic, choć to też do końca nie jest pewne, bo może da się telefon zapakować w jakąś wodoodporną folię i nie wykonywać codziennej toalety ot tak „na sucho”, czyli kompletnie bez sensu.  

Ale z telefonami nie rozstają się też dorośli. Ostatnio czekałem na spóźniający się pociąg na peronie Szybkiej Kolei Miejskiej w Gdyni-Chyloni. Na czterech peronowych ławkach siedziało szesnaście dorosłych osób (policzyłem) i każda wpatrywała się w ekran swojego telefonu! Nikt nie czytał papierowej gazety ani tym bardziej książki (to już marzenie ściętej głowy), jak to bywało jeszcze kilkanaście lat temu.

Ale wracając do zakazu używania komórki w szkole podstawowej.

Zakaz zyskał powszechne społeczne poparcie, poparło go aż 93 proc. osób w wieku 35–44 lat. Problem tylko w tym, jak ten zakaz wyegzekwować? Z tym już szkoły muszą sobie poradzić samodzielnie, bo żadnych odgórnych, ustawowych rozporządzeń w tej kwestii nie wydano. 

W szkole podstawowej uczy się przeciętnie około kilkuset uczniów, przez co odebranie od każdego z nich przed pierwszą lekcją telefonu komórkowego będzie dość czasochłonne. Jeśli więcej czasu będzie wymagało oddanie dziecku jego aparatu.

Telefony można by też odbierać przed wejściem dziecka do szkoły i wówczas mogłaby to robić pani woźna lub pan woźny. Pytanie tylko, gdzie je trzymać?  W specjalnej szafce, w której każda półka przydzielona będzie określonej klasie? Czy w może w sejfie, bo przecież niektóre deponowane modele mogą być dość kosztowne? I pewnie telefony trzeba by było podpisać, bo przecież część dzieciaków będzie miało takie same marki komórek. A jak telefon jakimś cudem zginie, bo ktoś przez przypadek weźmie nie swój aparat? A jak się zniszczy? A jak osobie, która będzie go od dziecka odbierać, aparat spadnie na podłogę i się uszkodzi? Czy ten komórkowy dobytek nie musiałby być ubezpieczony? I kto miałby za to ubezpieczenie zapłacić?

Dzieciaki wpadną też pewnie na różne szczwane pomysły, jak ten zakaz ominąć. Mogą na przykład powiedzieć, że telefon został w domu albo… oddać w depozyt telefon zapasowy.

Już widzę kręcących się pod szkołą handlarzy starym sprzętem, którzy będą nagabywać dzieciaki.

– Mały, telefonik dla ciebie?

–  Przecież to stary model. Zepsuty i nie działa – odpowie rezolutnie nagabywane dziecko.

– To nieważne. Ważne, że na wejście jest ważny. Trzymać w okładce, nie giąć, nie niszczyć. Dwa lata będzie służył.  

Widać, że moja wyobraźnia jest już mocno archaiczna, bo przecież każdy dzieciak ma w szufladzie kilka starych modeli, które może do takich szkolnych celów użyć. A jak nie ma, to kupi używany telefon przez Internet (używając swojego telefonu), a nie od międzyszkolnego domokrążcy. Co nie zmienia faktu, że przepis, choć w zamierzeniach słuszny, sprawia wrażenie, jakby pochodził z filmu „Miś” Stanisława Barei. A moja archaiczna wyobraźnia niestety nie chroni mnie od tego, żebym z telefonu nie korzystał, bo też czasem jestem do niego przyspawany.  

Co zatem zrobić, żeby odciągnąć dzieciaki choć na chwilę od tych nieszczęsnych komórek? Ha, dobre pytanie, poproszę o następne. Może… otworzyć w czasie przerwy salę gimnastyczną i dać im piłkę? Albo… zaproponować inną wspólną aktywność, która uniemożliwia korzystanie z telefonu? Tutaj niestety nie ma mądrego.  

Te robotę antykomórkową powinni też wykonywać w domu rodzice, zwłaszcza ci w wieku 35–44 lat, którzy za tym zakazem najusilniej optowali. Bo akurat wierzyć mi się nie chce, że oni od komórek wybitnie stronią i siedzą całymi dniami z nosem w książce.

Co tu dużo mówić. Zakaz, zdaje się, problemu nie rozwiąże i będzie sensownie wyglądał tylko na papierze…

Paweł Mazur

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.