Postaw na edukację

30.01.2026

Ja się nie doczekam, Państwo się nie doczekają

Kultury ludowej nigdy nie było i nie będzie

Ja się nie doczekam, Państwo się nie doczekają

Na wszelki wypadek sprawdziłem, chociaż od początku znałem wynik – w projekcie nowej podstawy programowej do języka polskiego nie ma kultury ludowej. Nawet nie pada to słowo, tak jak nie padają takie słowa, jak: lud, folklor, zwyczaj, obyczaj, rytuał, pieśń, tradycja (w odniesieniu do kultury).  Żadna z pieśni, które przez setki lat przekazywali sobie z ust do ust nasi niepiśmienni przodkowie, nie została choćby wzmiankowana w tym projekcie. Nie mówię już nawet o tym, żeby wśród lektur znalazła się choćby jedna pieśń ludowa. Na przykład jakaś kolęda gospodarska, pozwalająca pokazać różnicę między tradycyjną kolędą ludową a taką, którą przejęliśmy raptem 100 lat temu z kościoła.

W ogóle nie ma mowy o tym, że takie zjawisko jak „pieśń ludowa” istniało. Kultura według tej i poprzednich podstaw programowych zaczyna się od pisma, a wcześniej, jak należy się domyślać, bujaliśmy się na lianach i iskaliśmy z małych skocznych krwiopijców. Nie opowiadaliśmy sobie bajek. Po prostu nagle pojawił się Charles Perrault i wymyślił bajki.

Ktoś zaraz powie: jest przecież literatura nawiązująca do folkloru. Jest Mickiewicz, są Dziady cz. 2. No więc niezorientowanym od razu powiem, że zaduszny zwyczaj odprawiania dziadów, znany etnografom ze wschodnich terenów dawnej Polski, w niczym nie przypominał tego z Dziadów Adama Mickiewicza. Nasz wieszcz był poetą z duszy, ale literatem z rzemiosła i zwyczaj już wtedy tajemniczy potraktował dość obcesowo – nadał mu cechy jeszcze większej tajemniczości, dodał zjawy na romantyczną modłę. Ale nie miał w sobie nic z etnografa, nic nie udokumentował, a wręcz przeciwnie, podał fałszywy obraz. Zresztą nowoczesna etnografia dopiero się wówczas rodziła i też można jej wiele zarzucić.

Ale Oskarowi Kolbergowi, bez którego działalności zachowałoby się znacznie mniej wytworów kultury ludowej, już się tak wiele zarzucić nie da. A czy jest w projekcie podstawy programowej z języka polskiego choćby jego nazwisko? Kto zgadnie?

Stop, wróć! Przecież był muzykiem, zapisywał nie tylko tekst, lecz także notację muzyczną, więc na pewno jest o nim mowa w projekcie podstawy z muzyki.

Na pewno? Jest? Kto zgadnie?

A ja chyba wiem, skąd się bierze takie lekceważące podejście do wytworów folkloru jako elementu kultury. Powodów jest oczywiście wiele – od niewiedzy jednych po poczucie wstydu innych. O tym, z czego to poczucie wstydu wynika, długo by pisać, najczęściej było spowodowane wykorzenieniem, czyli przeprowadzką ze wsi do miasta. Instynkt samozachowawczy kazał zaprzeć się swojej tożsamości. A poczucie wstydu jest w pewien sposób dziedziczne, jak każde psychiczne wyparcie. I tak się za nami to ciągnie od XIX wieku, kiedy się zaczęło.

Ale najważniejszym powodem pomijania elementów ludowości w nauczaniu języka polskiego jest nieuprawnione zestawianie „lepsze – gorsze”. Potocznie uznaje się podział na kulturę wysoką i kulturę niską. Dla lepszego obrazu sprowadźmy to do konkretu: mamy z jednej strony balladę Adama Mickiewicza zatytułowaną Lilie, a z drugiej strony pieśń ludową zaczynającą się od słów Stała nam się nowina, Pani pana zabiła – w kilkudziesięciu wariantach różniących się długością, szczegółowością, bliskością wyobrażonego wzorca lub oddaleniem się od niego. Bo wariantywność jest jedną z zasadniczych cech twórczości słownej. I w tym konkursie na „które ładniejsze” Lilie Mickiewicza wygrywają z pieśnią o pani, co pana zabiła w wariancie nr 30.

Tylko po co ten konkurs? Czy ktoś zgłasza do konkursu Fraszki Kochanowskiego przeciwko Zdaniom i uwagom Mickiewicza? No nie, bo to absurd.

Chcę powiedzieć, że kultura ludowa wymaga oddzielnego klucza, który pomógłby zrozumieć, dlaczego jest taka, jaka jest. Dlaczego są tam powtórzenia i refreny (które wcześni etnografowie pomijali, bo wydawały im się zbędne i infantylne). Tymczasem refreny, danadany, lelije, hej leluje i inne są elementem obrzędowego, korowodowego dziedzictwa i pochodzenia pieśni. Są dowodem związku z mitem.

I tu zaczyna się ciekawie. Bo naszych słowiańskich mitów w zwerbalizowanej formie nie mamy, nad czym ubolewały pokolenia zbieraczy szczątków kultury ludowej. Ale mamy obrzędy, których słownym reprezentantem są mity. Mitów, jak powiedziałem, nie mamy, ale mamy pieśni towarzyszące obrzędom. Więc może mamy i mity? Tylko ich nie potrafimy z pieśni wyłonić.

I może ktoś by potrafił to zrobić, gdyby od kolebki nasiąkał świadomością istnienia tej bogatej i tajemniczej kultury tuż za progiem pięknego, ale betonowego gmachu literatury, w którym nas zakwaterowano.

Podobno mamy słabe wyniki w sporcie, bo WF u nas kuleje. Może też z podobnego powodu tak słabo znamy naszą kulturę, skoro świadomie pomijamy w edukacji 1000 lat (a może i więcej) jej trwania.

Ryszard Bieńkowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.