Postaw na edukację

08.05.2026

Uczyć czy… uczyć, jak się uczyć?

Czyli świat się zmienił, a my nie chcemy tego zauważyć

Uczyć czy… uczyć, jak się uczyć?

Jakiś czas temu, co prawda z lekkim opóźnieniem, bo spodziewałem się go wcześniej, dopadł mnie kryzys wieku średniego. Pierwsza myśl, która pojawiła się w mojej głowie, to oczywiście… motor, ale żona szybko mi to wybiła z głowy. Potem chciałem sobie przekłuć ucho, ale ostatecznie stanęło na studiach podyplomowych. Miały złagodzić ból istnienia i przytwierdzić mnie do podłoża, aby nieznośna lekkość bytu, którą zacząłem odczuwać, nie doskwierała tak bardzo. Poszedłem więc na podyplomową italianistykę. Całkiem przyzwoicie zdałem egzamin wstępny i na powrót byłem studentem! Euforia szybko jednak się skończyła, a na jej miejscu pojawiło się bezbrzeżne zdziwienie. To tak wyglądają studia językowe na uniwersytecie w XXI wieku? Ogromną ich część pochłaniała nauka gramatyki. Uczyliśmy się jej z książki wydanej po raz pierwszy w latach 80. ubiegłego wieku.

Wykładowczyni lub wykładowca czytali nam to, co w podręczniku napisano na temat zasad i reguł gramatycznych, a potem wspólnie robiliśmy ćwiczenia, do których w książce był klucz. Wydawało się to kompletnym absurdem, zwłaszcza że zajęcia odbywały się często w sześciogodzinnych blokach. Po dwóch godzinach mieliśmy już wszystkiego dosyć, nie tylko gramatyki.

Ci, którzy nie widzieli sensu takiej nauki, szybko ze studiów rezygnowali (z 18 osób do końca dotrwało jedynie 6). Ze względu na kryzys, który cały czas mnie trzymał, dotrwałem mimo wszystko do końca (zajęcia z kilkoma Włochami jakoś mi ten wysiłek wynagrodziły).

Przez kilkadziesiąt lat sposoby nauki języków obcych bardzo się zmieniły (i udoskonaliły), ale na uniwersytecie tego jakby nie zauważono. Aż prosiło się przecież, żeby zrobić blok zajęć, w którym przedstawiono by skuteczne metody na samodzielną naukę w domu (np. comprehensible input, shadowing, metody nauki słownictwa itd.). Tym bardziej że to były przecież studia zaoczne! Ależ skąd, nikt na taki koncept nie wpadł.

Słynny włoski poliglota Luca Lampariello, który zna około 20 języków, nie uczy innych języków, tylko uczy, jak się uczyć języków. A to jest zasadnicza różnica. Współczesny świat daje nam niesamowite możliwości samodzielnego pogłębiania wiedzy i w zasadzie nie potrzebujemy nauczycieli, ale osób, które nauczą nas, jak się w tym gąszczu skutecznie rozeznać. Wykładowca nie musi przedstawiać tego, co samodzielnie możemy przeczytać w książkach (przypomnę, że druk wynaleziono już w XV wieku). Od wykładowcy powinniśmy oczekiwać raczej, że przedstawi nam wyniki prowadzonych badań lub autorską interpretację zebranych przez siebie faktów, a w wypadku nauk ścisłych wyjaśni kwestie, które mogą sprawić intelektualny problem i których nie jesteśmy w stanie zrozumieć samodzielnie.

Pamiętam, jak w ósmej klasie złamałem nogę i nauczyciele udzielali mi prywatnych lekcji w domu. Historyk nie przedstawiał faktów z książki, tylko kazał czytać teksty źródłowe i na ich podstawie miałem dokonywać interpretacji historycznych faktów.

– Tak będziesz się uczył w szkole średniej – mówił.

Akurat. W liceum nauczyciel czytał nam na lekcji podręcznik, a do zeszytu dyktował zapisane w książce podpunkty. To był kompletny absurd i strata czasu…  

Rozmawiałem ostatnio z koleżanką nauczycielką à propos matur. Koleżanka stwierdziła, że sale maturalne będą niedługo przypominać bramki na lotniskach. Uczniowie nie mogą na salę wnieść – oczywiście – komórek czy wielofunkcyjnych zegarków elektronicznych, ale sprawdza się również okulary, bo są przecież takie, za pomocą których możemy się połączyć ze sztuczną inteligencją.

To może czas, aby sprawdzać tę wiedzę (czy może intelektualną dojrzałość) inaczej? Lata temu udzielałem korepetycji i już wtedy uczniowie pytali, do czego im się to przyda. Dziwił mnie wówczas ten pragmatycznych stosunek do wiedzy, ale z latami to się jeszcze pogłębiło. Młodzi ludzie lubią się uczyć tego, co da się przełożyć na życiową praktykę.

To może na przykład zadania maturalne powinny położyć większy nacisk na aspekt praktyczny? Masz taki a taki wymiar pokoju, tu jest okno, tu drzwi, jakie wymiary powinna mieć szafa na ubrania, żeby nie zahaczała o drzwi i dało się otworzyć okno?  

Albo tak: Jesteś psychoterapeutą. Przychodzi do ciebie chłopak o imieniu Hamlet i przedstawia swoje problemy. Pomóż mu sensownie wyjść z jego trudnej sytuacji życiowej.          

Albo tak: Jeden z was jest obrońcą, a drugi oskarżycielem Rodiona Raskolnikowa.

Trochę sobie oczywiście dworuję, co nie zmienia faktu, że nasze rozumienie uczenia i uczenia się, a także sprawdzania efektów tej nauki powinno ulec gruntownej przebudowie. Przyjmijmy do wiadomości, że świat jest inny niż pięćdziesiąt lat temu.

A my w klasach nadal mamy równe rzędy ławek i głośny dzwonek sygnalizuje nam, że właśnie skończyła się lekcja…  

Paweł Mazur

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.