Postaw na edukację

22.05.2026

„Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?” 

Czyli o literaturze pisanej z pomocą AI

„Kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?” 

Olga Tokarczuk przyznała się ostatnio publicznie, że korzysta z usług… sztucznej inteligencji (sic!). Zdaniem pisarki chat AI „powiększa horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne”. Pisanie, twierdzi noblistka, jest czynnością tak pracochłonną i fizycznie wyczerpującą, że żaden wydawca nie jest w stanie pokryć kosztów tak rozległej pracy.

Olga Tokarczuk wyznała, że jest „fizycznie wykończona samym procesem pisania i ślęczeniem przy klawiaturze komputera”. W związku z tym zastanawia się nad tym, czy jakimś rozwiązaniem nie byłaby „symbiotyczna przyszłość i współpraca ze sztuczną inteligencją”.

Powiedziała też, że przy pisaniu swojej ostatniej powieści (jej premiera będzie jesienią) spytała chata GPT, do jakich piosenek mogliby tańczyć bohaterowie kilkadziesiąt lat temu i chat podsunął jej kilka użytecznych propozycji. Zdradziła też, że rozmawiając z AI, używa formy „kochana”. A potem na przykład dodaje: „Jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”.

No cóż…    

Olga Tokarczuk mówi wprost o czymś, o czym zwykle mówi się półgębkiem: ambitna literatura jest dziś ekstremalnie czasochłonna i coraz słabiej kompatybilna z logiką rynku. Wielkie powieści wymagają lat researchu, podróży, redakcji, konstrukcji narracyjnej, a rynek książki działa coraz bardziej w rytmie szybkiej produkcji i krótkiego cyklu uwagi. Nawet noblistka sugeruje, że skala pracy wkładanej w książkę przestaje mieć ekonomiczne uzasadnienie. To bardzo mocna diagnoza stanu współczesnej kultury.

Jednocześnie jej wypowiedź odsłania coś paradoksalnego: AI może stać się narzędziem podtrzymującym tradycyjne pisarstwo właśnie wtedy, gdy rynek przestaje finansować jego dawną formę. Jeśli model językowy skraca czas researchu, pomaga rozwijać warianty scen, porządkować materiał czy przełamywać zmęczenie robocze, to może działać jak „egzoszkielet” dla autora. Nie zastępuje pisarza, ale pozwala mu utrzymać skalę projektu, która inaczej byłaby już nieosiągalna.

Bardzo znaczące jest też jej zwracanie się do AI per „kochana”. Łatwo to wyśmiać, ale w rzeczywistości pokazuje coś ważnego: język działa społecznie nawet wtedy, gdy rozmawiamy z maszyną. Ludzie w naturalny sposób personifikują systemy dialogowe, szczególnie gdy używają ich do pracy kreatywnej. Dla pisarza rozmowa z chatbotem może przypominać dialog z redaktorem, notatnikiem albo własnym wewnętrznym głosem.

Tokarczuk opisuje przyszłość literatury jako relację symbiotyczną, a nie zastępczą. W tej wizji człowiek pozostaje źródłem sensu, intuicji i doświadczenia, AI zaś staje się narzędziem rozszerzającym możliwości twórcze – trochę jak kiedyś komputer zastąpił maszynę do pisania, tylko na znacznie głębszym poziomie.

Ten komentarz nie jest mój, napisała go… sztuczna inteligencja. Zamiast ślęczeć przy komputerze, wolałem pójść do kuchni i napić się kolejnej kawy.

Ale słowo od siebie dodam. Czytam powieści, bo napisali je żywi ludzie. Zawarli w nich swoje doświadczenia, swoje emocje, swoje widzenie świata i rzeczywistości, w której przyszło im żyć. Ślęczeli może miesiącami, a nawet latami nad swoimi tekstami, bo czuli, że warto ten wysiłek podjąć. Czasem nie mieli pewności, czy książka w ogóle zostanie wydana, a czasem po prostu pisali swoje dzieła do szuflady. Może i do ich tekstów wkradł się i jakiś błąd, może i pojawiła się nazwa nie tej piosenki, co trzeba, ale errare humanum est. Powieści pisane przez maszyny lub choćby z pomocą maszyn są po prostu nieludzkie…

Paweł Mazur

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.