
Najbardziej w nowej adaptacji „Lalki” Bolesława Prusa, której nb. jeszcze nie obejrzałem (więc się zgodnie z duchem dzisiejszych czasów chętnie wypowiem), podoba mi się to, że nie przyda się maturzystom. Podobno autorzy adaptacji pozmieniali rysy charakterologiczne bohaterów, dali im odmienne motywacje, uwspółcześnili ambicje i dążenia. Można uznać, że to wizja artystyczna i zamknąć tym usta malkontentom. Chociaż może być i tak, że producenci ocenili potencjał oglądalności adaptacji klasycznych powieści i wyszło im, że współczesny widz nie zrozumie motywacji i postaw ludzi żyjących w XIX wieku. I trzeba te postaci uwspółcześnić, ożywić i uatrakcyjnić zgodnie z dzisiejszymi trendami. Żeby był sukces, oglądalność i żeby projekt okazał się dochodowy.
Nie wiem, jak było w tym wypadku.
Podoba mi się jednak to, że miniserial „Lalka” nie przyda się maturzystom, bo książki trzeba czytać, a nie oglądać. Nie zazdroszczę natomiast polonistkom i polonistom, którzy będą „Lalkę” omawiać na lekcjach. Do klasycznych sporów o to, czy Wokulski jest romantykiem czy pozytywistą albo czy Łęcka to famme fatale czy też ofiara swoich czasów, dojdą dyskusje na temat akuszerskich zdolności panny Łęckiej i pijaństwa Wokulskiego. A jak trudno walczyć z przekonaniami uczniów wywiedzionymi z oglądania filmu, niech zaświadczy następujący przykład.
Dawno temu na zajęciach z poetyki omawiałem ze studentami pierwszego roku polonistyki „Panny z Wilka” Jarosława Iwaszkiewicza. Zajmowaliśmy się chyba motywacją głównego bohatera, ale wynikła przy tej okazji kwestia wyglądu Wiktora Rubena. Zacząłem w którymś momencie podejrzewać, że nie rozmawiamy o opowiadaniu Iwaszkiewicza, tylko o filmie Wajdy (całkiem zresztą wiernym literackiemu wzorcowi).
Zadałem więc studentom podchwytliwe pytanie: Jakiego koloru włosy miał Wiktor Ruben? Tak jak się spodziewałem, wszyscy twierdzili, że blond lub rude. Wypisz wymaluj Daniel Olbrychski. Tymczasem w wybitnym dziele Iwaszkiewicza do włosów Rubena odnosi się tylko jedno określenie: „kędzierzawe”, a więc (z grubsza) kręcone. O kolorze nie ma mowy.
Ze studentami udało się przy tej okazji omówić zagadnienie konkretyzacji dzieła literackiego i tego, co może na nią wpływać. Zajęcia okazały się pożyteczne, mimo że większość grupy zamiast przeczytać zadane opowiadanie, obejrzała film. Katowałem ich potem kolejnymi opowiadaniami Iwaszkiewicza przy każdej nadarzającej się okazji. Myślę, że z korzyścią dla nich, bo Iwaszkiewicz wielkim pisarzem (poetą zresztą też) był.
O tym, że postać Wokulskiego (z powieści) jest przez uczniów interpretowana nie tak pozytywnie, jak to dawniej bywało, słyszy się coraz częściej. Padają z ust uczniów określenia „desperat”, a nawet „stalker”. Zatem odbiór postaci zmienia się w czasie. Dobrze, że Wokulski w ogóle wywołuje jeszcze jakieś emocje.
Zastanawiam się natomiast, jak serialowi twórcy wybrnęli, pozostawiwszy oryginalny tytuł powieści Prusa (powtarzam: serialu jeszcze nie widziałem). Skoro panna Łęcka staje się taka wyzwolona, rzutka, przedsiębiorcza i po nowoczesnemu ambitna, to jak interpretować tytuł „Lalka” z całą jego wieloznacznością?
Obejrzę i pewnie się dowiem.
Ryszard Bieńkowski