Postaw na edukację

23.10.2026

Sprawiedliwość to fikcja literacka

Czyli o kiju i marchewce, tylko że bez marchewki

Sprawiedliwość to fikcja literacka

„Ile ja się mężowi spodni naprasowałam…” – mówi pewna generałowa w Rozmowach kontrolowanych. A ile ja się żonie kartek nadrukowałem! – tym razem mówię to ja, nauczycielski mąż drukarz.

Zresztą zajmuję się nie tylko drukarstwem, ale też innymi pracami pomocniczymi. Najczęściej jestem przydatny, kiedy brakuje czasu, ale też, kiedy trzeba coś na przykład wygiąć z drutu. Żona uczy fizyki, więc zawsze jest coś do wygięcia, gdy się przygotowuje jakąś pomoc dydaktyczną.

Nie robiłbym z tego afery, ostatecznie poza dojadaniem końcówek z lodówki i relaksacyjnym drapaniem po plecach, jeszcze się do czegoś jako mąż przydaję, ale o ile dojadam i drapię prywatnie, to wydawać by się mogło, że drukuję i wyginam już poniekąd służbowo. Lecz okazuje się, że raczej nie.

Bo u nauczyciela i jego rodziny nie da się oddzielić tego, co prywatne, od tego, co służbowe. Zaangażowanie czasu i pieniędzy (i mężów lub żon) w przygotowanie pomocy dydaktycznych to tylko jeden z przykładów. Oczywisty, bo zawsze tak było i chyba zawsze tak będzie. Przynajmniej u nas, w ojczyźnie wiecznych reform edukacji przeplatanych kontrreformami edukacji, dwie rzeczy są stałe: że każdą reformę, a po niej każdą kontrreformę, wdrożą nauczyciele oraz że zrobią to swoimi siłami, zasobami i w dużej części na swój koszt.

Czytam właśnie w prasie relację jednej z nauczycielek (z tych młodszych, bo z zaledwie 24-letnim stażem): „W naszej szkole jest jedna drukarka kolorowa, ale mamy przykaz, że drukujemy na niej naprawdę wyjątkowe rzeczy. Więc mam w domu dobrą drukarkę, kolorowy tusz, laminator i folię do laminowania. Wszystko to kupuję sama. Nie mogę tego odliczyć od podatku, nie mam za to zwrotów, a to są naprawdę spore kwoty”.

Nic nowego pod słońcem. Też mam w domu to wszystko łącznie z laminatorem i foliami. I tak się składa, że rozliczam się wspólnie z moją małżonką, która jako fizyczka na dwóch etatach przekracza próg podatkowy. I nie, to nie jest konsekwencja tego, że więcej zarabia (z tym można by się pogodzić), tylko kara za to, że więcej pracuje. A przy tym, jak słusznie zauważyła cytowana nauczycielka, nie może odliczyć od podatku narzędzi, które jej służą do pracy. Dostaje za to dwa komunikaty z dwu zainteresowanych ministerstw. MEN mówi: „Cieszymy się, że nauczyciele więcej zarabiają”, MF – „Nic nie można zrobić, system podatkowy jest wspólny dla wszystkich”. Dwa zdania, dwie naciągane półprawdy.

Jak wiadomo, sprawiedliwość to fikcja literacka, tak przynajmniej twierdził mój kolega. Ale brak sprawiedliwości ma swoje konsekwencje. Na przykład takie, że nauczyciele z 24-letnim stażem należą dziś do tych młodszych. A dlaczego tak jest?

Mama mojej żony jest emerytowaną nauczycielką, w jakiś sposób moja żona powiela rodzinny wzorzec, ale nasza córka nawet nie wybrała specjalizacji nauczycielskiej, która na uniwersytecie nie jest jakaś trudna do zrobienia. W ogóle nie brała pod uwagę, że papierek przygotowania pedagogicznego może w jej życiu odegrać jakąś rolę.

Kto wie, może po prostu dosyć się naoglądała w domu i wie, z czym to się wiąże.

Ryszard Bieńkowski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.