Postaw na edukację

05.05.2017

Chińczyki trzymają się mocno?

Czyli o niebezpieczeństwach naśladowania

Chińczyki trzymają się mocno?

W poszukiwaniu cudownego lekarstwa na poprawę edukacji politycy lubią czerpać wzory z innych krajów. W Polsce w modzie jest wzdychanie do niedościgłego przykładu Finlandii. A kogo chcą naśladować w innych krajach?

Ciekawy jest przypadek Wielkiej Brytanii. Tamtejszy minister edukacji (Nick Gibb) zachwycił się metodą nauczania matematyki w Szanghaju. Co go urzekło? Skuteczność. Dowiedział się bowiem, że w badaniu TIMSS 2011 czwartoklasiści z Anglii uzyskali wynik 56%, a uczniowie z Szanghaju – 83%. To wystarczyło. Długo się nie zastanawiał i postanowił, że wobec tego angielscy nauczyciele powinni uczyć matematyki tak, jak chińscy. Czyli właściwie jak? Sam minister powołuje się na badania, w których się okazało, że podstawową metodą stosowaną w Szanghaju jest praca z całą klasą równocześnie. Na chińskich lekcjach pracuje się tak przez 72% czasu. A w Anglii? Tylko przez 47%. Reszta jest marnowana na pracę zespołową i pracę indywidualną uczniów – twierdzi minister Gibb.

Postanowiono zatem wydać ponad 40 milionów funtów na program wymiany nauczycieli. Angielscy nauczyciele pojechali zobaczyć na miejscu, w Szanghaju, jak się tam uczy matematyki, a do Anglii przyjechało 130 nauczycieli z Szanghaju, by zademonstrować swoje metody.

Nauczyciele z Szanghaju przez miesiąc uczyli wybrane angielskie klasy. Na niektóre z tych lekcji zapraszano również nauczycieli z okolicznych szkół.

Szanghajskie metody nauczania matematyki zademonstrowane na lekcjach pokazowych były okropne. To matematyka nastawiona na odtwarzanie schematów i mechaniczne uczenie się procedur – do tego stopnia, że dzieci chórem deklamują np. reguły rozszerzania i skracania ułamków. Ćwiczenia rachunkowe często wykonywane są na czas – kto szybszy, ten lepszy:

– Jedna minuta! – krzyczy pani. – Gotowi, start!

Główny styl nauczania (a na pokazanych lekcjach – jedyny) to praca z całą klasą. Wszyscy uczniowie robią to samo, nauczyciel stoi pod tablicą i zadaje pytania.

Chińskie nauczycielki kompletnie ignorowały uczniów, którzy mieli kłopoty, liczyli wolniej lub tylko inaczej (czasem podchodziły do ławek i poprawiały błędy w zeszytach). Na zdolniejszych też nie zwracały uwagi. Gdy jakiś zdolny się wyrwał z pomysłem, to owszem chwalono go za inicjatywę, ale natychmiast wracano na właściwe tory oficjalnej metody i powtarzano, jaki jest najlepszy schemat postępowania.

Mam wrażenie, że Chińczycy są mniej więcej w tym miejscu, w którym my byliśmy 25 lat temu.

Jedna z angielskich nauczycielek najwidoczniej miała podobne odczucia, bo z nutą goryczy powiedziała: „Dokładnie tak samo uczyłam dwadzieścia lat temu. Wtedy mi mówili, że źle uczę, a teraz mam się na tym wzorować”.

Dlaczego to, co działa w Szanghaju, nie zadziałało w Anglii? Postaram się wyjaśnić w następnym wpisie.

Marcin Karpiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Radosław pisze:

    Może to po prostu kwestia różnic kulturowych? Na Wschodzie liczy się kolektyw, są ustalone społeczne hierarchie, młodsi mają niekłamany szacunek dla starszych. Korea Pd. pewnie niewiele się w tym względzie różni od Chin, a wyniki Koreańczyków w międzynarodowych testach umiejętności matematycznych też są imponujące.
    Pytanie tylko, dlaczego ten TIMSS im tak dobrze wyszedł, skoro w naszym (europejskim) mniemaniu, mają tak archaiczne metody pracy z uczniem?