Postaw na edukację

27.01.2017

Neurobiolog w klasie

Czyli jaki pobudzić (uczniowski) mózg do działania

Neurobiolog w klasie

Od jakiegoś czasu bardzo modna stała się tzw. neurodydaktyka, która w podejściu do dydaktyki odwołuje się do naszej wiedzy o mózgu. Cóż w tym odkrywczego? Wszak dydaktyka z założenia opiera się na naszej neurobiologicznej wiedzy o procesach uczenia się i pamięci. Nie oznacza to jednak, że neurobiologia nie ma nic do powiedzenia w sprawach dydaktyki. Jest wręcz odwrotnie… Neurobiolog może poczuć się w klasie jak ryba w wodzie. A każdy z nas może czasem udać się do źródeł, by odkryć je na nowo…

Przychodzi więc neurobiolog do klasy. I co widzi? Kilkadziesiąt mózgów szczelnie upakowanych w mózgoczaszki. Reszty specjalnie nie zauważa, choć jakby przez mgłę dostrzega, że poza mózgami w ławkach siedzą ciała. Ponieważ uczniowie siedzą do niego przodem, pierwsze co rzuci mu się w oczy, to ich kory przedczołowe. To część kory, która stanowi centrum operacyjne mózgu. To jego najważniejsza część, jeśli w ogóle pokusić się o myślenie o mózgu w taki sposób.

Kora przedczołowa analizuje rzeczywistość, planuje i kontroluje zachowanie, uczestniczy w tworzeniu śladów pamięciowych i ich wydobywaniu z pamięci, odpowiada za koncentrację uwagi, reguluje emocje i motywację – z grubsza kontroluje wszystko to, co się dzieje w mózgu. I wszystko to, co jest istotne z punktu widzenia uczenia się i nauczania. Dlatego neurobiolog od razu zwróci uwagę na to, że kora ta nie jest jeszcze w pełni ukształtowana w mózgach uczniów. Kora przedczołowa kształtuje się w pełni dopiero w wieku dwudziestu kilku lat, więc neurobiolog nie będzie oczekiwał od uczniów, że będą myśleli w tak dojrzały sposób jak on. Będzie miał to zawsze z tyłu głowy, a właściwie z przodu – za pamięć operacyjną odpowiada bowiem kora przedczołowa.

Chcąc by to, co się dzieje i o czym mowa na lekcji na długo pozostało w pamięci uczniów, neurobiolog w pierwszej kolejności upewni się, że uczniowie są przytomni. Sprawdzi więc, czy reagują na bodźce. Jeśli warunek ten zostanie spełniony, zadba o odpowiedni poziom wzbudzenia mózgu i koncentracji uwagi. Bez tego wszystkie bodźce stanowić będą szum, nic nieznaczące tło. A jemu chodzi o to, by mózg ucznia selekcjonował bodźce, by skoncentrował się na tym, co najistotniejsze – by śledził z uwagą to, co mówi i robi nauczyciel. Systemy, które odpowiadają za poziom aktywności mózgowia, są zlokalizowane są w pniu mózgu, a ich aksony docierają do niemal wszystkich rejonów kory i struktur podkorowych. Neurony te wzbudzają się szczególnie wtedy, kiedy się dzieje coś niespodziewanego, nowego. Działanie schematyczne, powtarzalne i oczekiwane je wycisza. Dlatego neurobiolog będzie łamał schemat lekcji, będzie się starał przełamać rutynę. Będzie w ciągłym ruchu. Nie usiądzie za biurkiem, nie pozwoli, by obraz, który tworzyć się będzie na siatkówce i docierać do kory wzrokowej, był statyczny. Będzie zajmował przestrzeń, przemieszczał się, gestykulował, czasem nawet skakał i tańczył. Będzie modulował głos, będzie się starał pobudzać wszystkie możliwe zmysły uczniów. Im więcej pobudzonych obszarów kory, tym lepiej dla aktywności kory przedczołowej. Bodźców nie może być jednak zbyt wiele, ale neurobiologowi łatwo będzie to stwierdzić, bowiem uczniowie zaczną skarżyć się na ból głowy, mdłości oraz będą udawać się na wewnętrzną emigrację, skupiając aktywność mózgową w pętli stanu podstawowego. Mózg zakłada blokadę na informacje również w innych okolicznościach. Neurobiolog będzie pamiętał, by wszystko, co mówi, było zrozumiałe i spójne z tym, co jego uczeń już wie – fakty niezrozumiałe i niepasujące do już posiadanej wiedzy nie mają wstępu do pamięci – zostaną zatrzymane na checkpoincie – w korze przedczołowej. I odesłane w niebyt.

Kiedy mózg ucznia będzie odpowiednio wzbudzony, łatwiej będzie o koncentrację uwagi. Neurobiolog może o to zadbać w dwojaki sposób – generując spektakularne bodźce (jaskrawe kolory, ruch i dźwięk – jak w reklamie) lub też zadbać o odpowiedni poziom motywacji do utrzymywania skupienia na przedmiocie lekcji.

Neurobiolog, choć z chęcią oparłby się wyłącznie na mechanizmach nieuświadomionych – automatycznych, to jednak wie, że nie zawsze jest to możliwe. Nie zawsze temat lekcji umożliwia przedstawienie go w formie pobudzającej wszystkie zmysły i każdą komórkę nerwową. Neurobiolog zada więc sobie pytanie, jak zmotywować uczniów do skupienia uwagi. Na samym początku zapewni uczniów, że to, o czym zaraz będą mówić umożliwi im przetrwanie – bez tej wiedzy i umiejętności na pewno zginą. I to rychło. A jeśli ją przyswoją – przetrwają i będą się mieli świetnie.

Nic tak nie pobudza do aktywności jak świadomość śmierci. I nic tak nie motywuje jak wizja ogromnej nagrody. Na wszelki wypadek argument rychłej śmierci neurobiolog stosowałby dopiero od 4 klasy szkoły podstawowej, natomiast wizję skarbca pełnego złota (zabawek, gier komputerowych, drogich aut, brylantów i czegoż tam dusza ucznia zapragnie) roztaczałby przed uczniami już od klasy pierwszej.

Neurobiolog wie również, że każdy mózg jest bardzo egocentryczny i najchętniej skupia się na sobie samym, dlatego też we wstępie odwołałby się do osobistych doświadczeń uczniów – tych przeszłych lub chociaż tych, które czekają ich w przyszłości. Pierwiastek osobisty uczyni z tematu lekcji wątek autobiograficzny, który z większą łatwością zapadnie w pamięć każdemu uczniowi. Wykorzystując do wzbudzenia motywacji popęd obronny, szeroko rozumiany popęd pokarmowy, pomijając popęd seksualny (choć jemu skuteczności odmówić najtrudniej), nie zapomni o czwartym naturalnym popędzie – eksploracyjnym. Napęd eksploracyjny, który możemy też nazwać po prostu ciekawością, może być źródłem niewyczerpywalnych nakładów motywacji. Neurobiolog zawsze więc postara się znaleźć coś, czego dotyczyć będzie lekcja, co wzbudzi napęd eksploracyjny w jego uczniach.

Raz na jakiś czas, a być może zawsze, o ile byłoby to możliwe, neurobiolog rozpoczynałby lekcję wyrzuceniem przez okno wszelkich ławek i krzeseł. Ku uciesze uczniów! Emocje to potężny sprzymierzeniec neurobiologa (ale to już inna historia). A zamiast nich poustawiałby 30 bieżni. Nic tak dobrze nie wpływa na mózg jak ruch. Ciało znajduje się w ruchu dzięki mózgowi, ale również mózg dzięki ruchowi jest ciągle aktywny. Wszystko w ruchu, cuncta fluunt – o to właśnie chodzi. Neurony szaleją, synapsy iskrzą, impulsy mkną, na fale alfa i delta przyjdzie czas później – po lekcji, kiedy uczniowie wycieńczeni w pędzie po wiedzę padną jak nieżywi na szkolnym korytarzu, błagając o jeszcze jeden – ostatni – ślad pamięciowy. Ale neurobiolog go im nie da – niech powstaną, odkryją i zapiszą go sami…

dr Wojciech Glac

dr Wojciech Glac

Neurobiolog, pracownik Katedry Fizjologii Zwierząt i Człowieka Uniwersytetu Gdańskiego. Jego zainteresowania naukowe obejmują neurobiologię uzależnień oraz immunologię. Niestrudzony popularyzator nauki, w 2012 roku otrzymał nagrodę „Nauczyciel Roku” im. Krzysztofa Celestyna Mrongowiusza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

  1. Stanisław napisał(a):

    Przeczytałem z zainteresowaniem. Neurobiologiczne potwierdzenie dawnych obserwacji i porad. Ale w nowej otoczce i naukowej fabule.

  2. Karolina napisał(a):

    Jeśli Autor byłby uprzejmy rozwinąć temat neurobiologii w edukacji, to chętnie przeczytam o uzasadnionych neurobiologią metodach wyleczenia ucznia z dysleksji. Czy są sposoby na nieustępliwe błędy ortograficzne lub nieumiejętność odwzorowywania np. słów obcojęzycznych czy figur geometrycznych?

    1. Wojciech Glac napisał(a):

      Niestety nie jestem specjalistą w temacie terapii dysleksji, ale doniesienia naukowe wskazują, że neurobiologiczne podłoże dysleksji wydaje się być związane z nieprawidłowym funkcjonowaniem dróg łączących korowe ośrodki związane z mową. Jako, że ośrodkowy układ nerwowy cechuje daleko idąca plastyczność, w tym plastyczność kompensacyjna, a struktura kory podległa dynamicznym zmianom tworząc wciąż nowe sieci połączeń, wydaje się, że dysfunkcja związana z dysleksją może być przynajmniej częściowo cofnięta. Z pewnością nic tak dobrze nie stymuluje określonych obszarów kory i szlaków nerwowych związanych z określoną funkcją, jak systematyczne ćwiczenia tejże funkcji. Stąd stara, dobra, sprawdzona metoda polegająca na ćwiczeniu np. funkcji językowych u osób z dysleksją przynosi dobre rezultaty. Metody stricte neurobiologiczne, które mogłyby na przykład polegać na przezczaszkowej stymulacji magnetycznej określonych obszarów kory w celu wywołania ich odpowiedniej aktywacji i niejako wymuszenia przepływu bodźców pomiędzy rejonami kory zaangażowanymi w procesy przetwarzania mowy, jeśli w ogóle są wykonywane, to jak sądzę na razie tylko w laboratoriach badawczych.