Postaw na edukację

08.07.2016

Wczesnoszkolne zmagania z matematyką

Relacja z konferencji w Gdańsku

Wczesnoszkolne zmagania z matematyką

Dydaktycy, którzy w połowie czerwca przyjechali do Gdańska na konferencję Matematyka w edukacji wczesnoszkolnej. Jak uczyć skutecznie? radzili nauczycielom: nie stosujcie algorytmów, bawcie się z dziećmi i organizujcie im pracę tak, aby uczyły się także od siebie nawzajem.

W badaniu TIMSS w 2011 roku (Międzynarodowe Badanie Wyników Nauczania Matematyki i Nauk Przyrodniczych) polscy uczniowie klas trzecich uzyskali z umiejętności matematycznych średnio 481 punktów, co dało im niechlubne 34. miejsce, najgorsze spośród wszystkich państw europejskich biorących udział w badaniu. Najniższe wyniki uzyskaliśmy z geometrii, najlepsze – w umiejętnościach graficznego przedstawiania liczb (kolejne badanie TIMSS przeprowadzono w 2015 r., ale wyniki nie zostały jeszcze opublikowane; miejmy nadzieję, że będą lepsze niż te z początku dekady).

Co prawda w badaniu PISA, które odbyło się w 2012 roku, polscy 15-latkowie wykazali się świetnymi umiejętnościami matematycznymi, plasując się w ścisłej europejskiej czołówce. Jednak już wyniki tegorocznej matury mogą ten matematyczny optymizm nieco ostudzić.  Aż 17 procent absolwentów nie zdało pomyślnie matematyki na maturze.  Zważywszy na stopień trudności zadań – mogło być zdecydowanie lepiej. Ale nie było.

A przecież z badań, które przeprowadziła profesor Edyta Gruszczyk-Kolczyńska z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej w Warszawie wynika, że wśród 5-latków co piąte dziecko ma zadatki uzdolnień matematycznych, a wśród 6-latków – co czwarte. Niestety, tuż przed maturą uzdolnionych jest już jedynie tylko od 8 do 12 procent uczniów.

Jak to się dzieje, że w wyniku szkolnej edukacji ubywa nam zdolnych dzieci? Co robimy w szkole nie tak? – Winna jest przede wszystkim silna socjalizacja, której dziecko jest poddawane w szkole. Jest oczywiście niezbędna, ale niepotrzebnie przenosi się na działalność intelektualną – mówiła profesor Gruszczyk-Kolczyńska w czasie konferencji w Gdańsku.

Według profesor szkoła preferuje uczniów przeciętnych, bo zakłada się, że uczniowie zdolni i tak sobie jakoś poradzą. Ale tak się nie dzieje. Zdolne dziecko liczy biegle do 300, a w szkole przez dwadzieścia minut poznaje na lekcji liczbę 2. Nudzi się zatem. I oczywiście przeszkadza. Kiedy niepytane wyrywa się do odpowiedzi, jest przez nauczycieli karcone, bo rozbija tok lekcji. W szkole, nastawionej na ucznia średniego, najgorzej mają uczniowie najsłabsi i właśnie ci najzdolniejsi.

Jak sobie z tym poradzić? Profesor Gruszczyk-Kolczyńska proponuje między innymi taki model pracy na lekcji, w którym dzieci uczą się od siebie nawzajem. Niech uczeń słabszy uczy się od ucznia zdolnego. Z kolei  dwóch zdolnych może się wzajemnie mobilizować i zmuszać do większego wysiłku intelektualnego. W zależności od potrzeb dydaktycznych.

Nauczycielki obecne na konferencji kiwały ze zrozumieniem głowami, ale pewnie sprawa nie jest tak łatwa do przeprowadzenia. Zwłaszcza teraz, kiedy szkoła się szybko reformuje i nauczycielom z pewnością nie będzie brakować różnych problemów do rozwiązania.

Profesor Ewa Swoboda, kierownik Katedry Nauk Ścisłych na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Rzeszowskiego mówiła o nauczaniu geometrii (z której tak słabo wypadli polscy uczniowie w badaniu TIMSS). Prelegentka zwróciła uwagę na dwie główne trudności związane z nauczaniem tego działu matematyki. Pierwsza to przejście od poziomu wizualnego na opisowy. Innymi słowy – co innego jest wiedzieć, jak wygląda kwadrat, a co innego umieć go skonstruować. Druga to rozumienie związku między obiektami. Jak te problemy rozwiązać? Na przykład przy pomocy drewnianych klocków.

– Weź kilka klocków czerwonych, kilka zielonych i zbuduj dwie wieże. A teraz opowiedz o tych wieżach. Czy się różnią? Jak są zbudowane? Proste zadanie stwarza okazję do dyskusji na tematy geometryczne, skłania dziecko do szukania związków i prawidłowości związanych z figurami geometrycznymi – mówiła profesor Swoboda.

– Zakażmy stosowania algorytmów w klasach 1–3 – apelowała natomiast Małgorzata Dobrowolska, redaktor naczelna Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego, matematyczka i współautorka podręczników do edukacji wczesnoszkolnej z serii Lokomotywa.

– Jeśli chcemy, aby dzieci umiały dobrze szacować, muszą przede wszystkim dobrze liczyć w pamięci. Nie uczmy też metodą ex cathedra. Nie mówmy dzieciom, że metr ma 100 cm, tylko dajmy im metrowy sznurek. Niech go obejrzą, niech nim coś pomierzą, wówczas ta miara im się utrwali.

Sala w budynku Centrum Edukacji Nauczycieli, które wspólnie z Instytutem Rozwoju Edukacji organizowało konferencję, była wypełniona do ostatniego miejsca. Niewątpliwie problem z nauczaniem matematyki w edukacji wczesnoszkolnej nie jest wydumany. Zwłaszcza, że duża część nauczycieli nie zdawała egzaminu z matematyki na maturze. Ponadto nauczyciele korzystają obecnie na lekcjach głównie z rządowego Naszego Elementarza, w którym nauczanie matematyki zostało potraktowane po macoszemu (mówiąc delikatnie).

Z uwagi na rangę tego przedmiotu i jego kluczową rolę dla rozwoju cywilizacyjnego i technologicznego kraju może warto byłoby wyłączyć go z blokowego nauczania i wprowadzić matematyków do najmłodszych klas? Niestety, taki postulat nie pojawił się na konferencji, którą minister Anna Zalewska zorganizowała 27 czerwca w Toruniu. A szkoda.

Słynny fizyk Richard Feynman, powiedział kiedyś do Marka Kaca, matematyka z lwowskiej szkoły matematycznej:

– Czy to prawda, Marku, że gdyby nie matematyka, to rozwój fizyki opóźniłby się o cały tydzień?

Kac na to odpowiedział:

– Tak, i byłby to ten tydzień, w którym Bóg stworzył świat.

Jak widać, gra toczy się o dużą stawkę.

 

Konferencja Matematyka w edukacji wczesnoszkolnej. Jak uczyć skutecznie? odbyła się 11 czerwca 2016 roku w Gdańsku. Organizatorami wydarzenia były Instytut Rozwoju Edukacji – Fundacja im. Adama Mysiora oraz Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku. Partnerem – Gdańskie Wydawnictwo Oświatowe.

 

Paweł Mazur

Rzecznik prasowy Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

captcha

Proszę wprowadzić kod z obrazka

  1. Artur napisał(a):

    Po prostu takie konferencje (a właściwie jedna konferencja wprowadzająca, a potem kursy) powinny odbywać się w każdym powiecie. Systematycznie. Najpierw co kilka miesięcy, potem co najmniej corocznie. Mamy już tutaj przykład dobrej praktyki – spotkania GWO dla nauczycieli matematyki. Kilkugodzinne monotematyczne spotkanie według ustalonego scenariusza z prezentacją materiałów pomocniczych i przygotowaną broszurą z przebiegiem warsztatów.
    Skoro potrafiło takie spotkania organizować jedno wydawnictwo dwa razy w roku, to jakiż to problem dla MEN?

    1. Paweł Mazur napisał(a):

      Zapotrzebowanie na takie spotkania rzeczywiście jest i trudno się dziwić. Dzieci w klasie 1 są na różnym etapie matematycznego rozwoju i nie jest więc łatwo lekcje poprowadzić tak, aby każde dziecko odniosło z niej korzyść. Ale najważniejsze, że nauczyciele szukają odpowiedzi, jak to zrobić. To napawa optymizmem. To przecież nie program uczy dzieciaki, ale nauczyciel. Jeśli udałoby się ten matematyczny potencjał maluchów lepiej wykorzystać (co czwarty 6-latek ma zadatki uzdolnień matematycznych – jak twierdzi prof. Gruszczyk-Kolczyńska), to przed nami świetlana przyszłość.

      1. Artur napisał(a):

        Rzeczywiście. Według mojej obserwacyjnej wiedzy – a wbrew dość powszechnej opinii – nauczyciele chętnie biorą udział w różnych formach doskonalenia. I bardzo źle znoszą sytuację, gdy wiedzą o swoich słabych stronach, a nie daje się im możliwości ich naprawy.
        Nauczyciel nie chce brać udziału w szkoleniach, w których wyczuwa fałsz – nie są mu one do niczego potrzebne, są organizowane dla wykładowców i „trenerów”, a nie dla nich (szkolenia unijne!).

  2. Łukasz napisał(a):

    Sam jestem nauczycielem wczesnoszkolnym i do matematyki przywiązuję dużą wagę. Staram się, żeby dzieci jak najwięcej manipulowały konkretami i bawiły się matematyką. Z dużą refleksją podchodzę do gotowych scenariuszy i kart pracy. Cały czas szukam inspiracji i rozwiązań w dostępnych źródłach.
    Nie będę jednak ukrywał, że mam z nauczaniem matematyki dużo problemów (z samą matematyką jest u mnie całkiem dobrze). Często nie wiem, jak podejść do jakiegoś zagadnienia, jakie zabawy i ćwiczenia dzieciom zaproponować, jakim językiem o nich opowiedzieć, skąd wziąć pomoce dydaktyczne (nie oszukujmy się…). Brakuje mi inspiracji, żeby wymyślać mądre zabawy i wiedzy, żeby wybrać te zabawy, które pomogą dzieciom coś zrozumieć. Grzebanie w internecie czy czytanie poradnika rodzi we mnie frustracje, bo nie ma tam nic nowego, a to co jest, wcale mi nie pomaga. Często wędruję po omacku, metodą prób i błędów, ale częściej popełniam błędy, niż odnoszę sukces.
    Nie sądzę, żeby wprowadzenie matematyków do edukacji wczesnoszkolnej było lekiem na całe zło. Równie dobrym rozwiązaniem byłoby udzielenie wsparcia „wczesnoszkolankom”. Wypełniona po brzegi sala na opisanej w artykule konferencji świadczy o tym, że nauczyciele chcą dobrze uczyć, ale wciąż nie wiedzą jak.
    Ja osobiście chciałbym więcej mądrych poradników metodycznych z oryginalnymi, sprawdzonymi pomysłami na lekcje, żebym nie musiał błądzić i odkrywać Ameryki, kiedy już dawno została ona odkryta. Czasem korzystam z poradników Lokomotywy, które są ciekawe, przemyślane, precyzyjne. Gdyby wszystkie poradniki były takie!
    Cały czas szukam też rzetelnej literatury opartej na rzetelnych badaniach, żebym wiedział, jak rozumują dzieci, czego się po nich spodziewać. Dużą pomocą są dla mnie prace prof. Gruszczyk-Kolczyńskiej, prof. Klus-Stańskiej, prof. Semadeniego – otwierające oczy, obalające mity.
    Moim marzeniem jest, żeby zamiast elementarza narzucającego wszystkim jeden tok myślenia, dzieci dostawały pudełko z zabawkami matematycznymi – klockami, kostkami, sznurkami, kartonikami i całą masą innych drobnych przedmiotów. Nauczyciel wczesnoszkolny znalazłby 1000 sposobów na to, jak je wykorzystać na lekcjach matematyki, a tak musi szukać 1000 sposobów, jak zdobyć takie pomoce, nie narażając niczyjej kieszeni na szwank.
    Warto zaufać nauczycielowi wczesnoszkolnemu! Nie wiemy wszystkiego, ba, wiemy bardzo mało, ale tylko czekamy na to, żeby nas ktoś nauczył, jak uczyć tak, żeby nauczyć.

    1. Paweł Mazur napisał(a):

      Uczy Pan matematyki tak, jak radzili specjaliści na konferencji, więc pewnie Pana uczniowie nie mają problemów z tym przedmiotem również na późniejszych etapach edukacji. Rozwój umiejętności matematycznych to duża szansa na rozwój naszego kraju, tym bardziej, że tradycje mamy (lwowska szkoła matematyczna na przykład; to że we Lwowie udało się zgromadzić tylu wybitnych matematyków nie do końca jest dziełem przypadku, Lwów chciał mieć po prostu bardzo dobry uniwersytet i przyciągał zdolnych ludzi). Decydenci też wiedzą, że coś w tej matematyce jest na rzeczy. Rok 2015 ogłoszony był Rokiem Matematyki na Pomorzu, co jest oczywiście godne pochwały, ale tu trzeba rozwiązań bardziej systemowych. Nowy rząd stawia teraz na historię i język polski, ale mam nadzieję, że matematyki nie zaniedba (i wyrażam tę nadzieję jako polonista).